Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. ×

TIAMAT - Wędrujący po Polsce naszyjnik z turkusem

Jak kupować?
  • 61 osób licytowało, wygrał (8)
  • Zakończona (nie 12 sty 2014 22:40:00 CET)

Aktualna cena

5 100,00

Licytacja zakończona

Koszty dostawy
Przesyłka kurierska 20,00 zł
Odbiór osobisty 0,00 zł

Wszystkie opcje

Sprzedający (53)

100,0 % pozytywnych komentarzy

Zobacz wszystkie komentarze

Wszystkie przedmioty sprzedającego
Pytanie do sprzedającego
  • Opis
  • Dostawa i płatność

 
Już wiele razy zaprzyjaźnione i połączone wspólną pasją twórczynie biżuterii dawały wyraz temu, że potrafią pomagać, a w tym roku, po raz kolejny, robią to biorąc licznie udział we wspólnym projekcie.

Siedząc przed monitorami, przebierając w błyszczących koralikach, przy aromatycznej kawie czy gorącej herbacie oraz plotkując zaciekle o tym i o owym, postanowiłyśmy stworzyć, a następnie oddać w Wasze ręce wyjątkowy projekt, którym jest

czyli naszyjnik wędrujący po calutkiej Polsce i w tej podróży powstający niemal od zera w pracowniach kolejnych 12 twórczyń-biżuteryjek :)

 
W połowie października 2013 roku, na wędrówkę po Polsce wyruszyły trzy malutkie, srebrne serduszka oraz, przywiezione z dalekiej Azji, trzy niezwykłej urody kamienie.

W swoją podróż wyjechały z niewielkiej podkrakowskiej wsi, a krążyć miały po całym kraju – z Podkarpacia aż po pobrzeża Bałtyku, z Podlasia po Wielkopolskę. Odwiedziły kilkanaście bardzo uzdolnionych osób, które oddając im odrobinkę własnego serca, swój talent i swoją pasję, przekształciły je w trzy naszyjniki.

Naszyjniki zupełnie niezwykłe, bo nikt nie wiedział na początku, jak będą ostatecznie wyglądały…
Całym planem dla tego przedsięwzięcia, i całą jego magią, było założenie, że nie ma na nie żadnego planu :) Naszyjniki wędrowały od jednej biżuteryjki do drugiej i każda dołożyła do nich coś "swojego" - element zrobiony w ulubionej przez siebie technice, ubrany w wybrane przez siebie kamienie, i wykonany tylko i wyłącznie według własnego uznania.

I żadna z nich nie wiedziała, co tak naprawdę dostanie od poprzedniej, ani co wyśle następnej :) 

Mimo tego, a może właśnie dzięki temu, powstały takie cuda!

Trzy niebywałej urody naszyjniki, o których przygodach można przeczytać na stworzonej w tym celu stronie internetowej naszej akcji:

A na tej aukcji, z nieskrywaną dumą i ogromną przyjemnością, prezentuję

 
czyli naszyjnik z naturalnym, wyjątkowej urody turkusem.

Na naszej stronie, w sekcji poświęconej temu projektowi, przeczytacie bardzo szczegółowo, jak to się stało, że ten Wędraś, którego w świat wypuszczałam z troską jako niepozorne, srebrne serduszko i niezwykłej urody kamień, wrócił do mnie jako piękny, w najdrobniejszych detalach dopracowany, okazały, oszałamiająco piękny naszyjnik ze srebra :)

Podejrzycie Twórczynie przy pracy, zobaczycie, gdzie to Tiamat nie był i czego to nie widział, i jak rozwijał się w ciągu swojej podróży.

Ja mogę Wam jedynie w wielkim skrócie przybliżyć, co przeżył nasz turkusowy podróżnik w ciągu tego wyjątkowego czasu. Tylko spójrzcie, gdzie się podziewał! :)
(możecie także zerknąć na mapę w większym rozmiarze: klik!)

A. Przepiękny, naturalny turkus, przywieziony z Chin specjalnie do naszej akcji, osobiście przekazała mi Kasia Grynda.

Pasją Kasi są naturalne minerały i... podróże do Azji, więc przynajmniej dwa razy do roku się tam wybiera, łącząc pracę z przyjemnością. Niemal rok temu postanowiła, że trzy kolejne, tegoroczne Wędrasie otrzymają od niej specjalnie wybrane, rzadkie i wyjątkowej urody kamienie, więc przywiozła je dla nas do Polski już wiosną, aby poczekały na właściwy moment :) Duży donut turkusu był jednym z nich.

B. Wędraś swoją podróż po Polsce rozpoczął więc jako kamień i malutkie srebrne serduszko, które powstało w mojej pracowni pod Krakowem.

Gdy tylko myśl o ponownym rozpoczęciu przygody z Wędrasiami zaświtała w mojej głowie, wiedziałam doskonale, że i w tym roku, razem z bajecznym turkusem od Kasi, w drogę wyruszy srebrne serduszko. Koronkowe i malutkie, wielkości opuszka serdecznego palca :)

C. Serduszko razem z kamieniem posłałam następnie do Wioletki Lewandowskiej, na daleką północ kraju :)

Wioleta, prawdziwa mistrzyni w tworzeniu biżuterii „z pazurem”, uplotła turkusowi niezwykłe wdzianko :) W technice wire-wrapping ze srebrnych drucików wykonała oplot, do którego kolejne elementy mogły mocować następne twórczynie. Dzięki swemu morskiemu kolorowi oraz drapieżnej oprawie, Wędraś zyskał imię TIAMAT – na cześć bogini słonych wód oceanu i smoczej królowej :)

D. Poruszając się wzdłuż północnych rejonów kraju, Wędraś zawitał do pracowni Ani Mroczek,

która postawiona przed wyzwaniem zmiany terminu swojej kolejki oraz znacznemu skróceniu czasu na działania (co dla świeżo upieczonej mamy może być dość problematyczne ;)), od razu przystąpiła do działania! Ze srebrnej blachy i srebrnych drucików zlutowała nowy element, w którego sercu umieściła... moje serce (ach!), i który ozdobiła maleńką kuleczką turkusu. To uczyniwszy, przekazała Tiamat...

E. ...w ręce Małgosi Budlewskiej, którą chwilowo u siebie gościła, i która Wędrasia wywiozła na malownicze Podlasie :)

Tam, w zaciszu swojej pracowni, Gosia zamiast od razu zabrać się do pracy, zaczęła Wędrasiowi czytać… bajki ;) I tak, między jedną baśnią, a drugą, Wędraś szeptał Małgosi na ucho, że chciałby dostać Nowe szaty Cesarza, które rozwijać się będą niczym łabędzie skrzydła z Brzydkiego kaczątka :) Zechciał – to dostał :) Szyte na miarę skrzydełka ze srebrnego drutu, za które podziękował ich autorce, nucąc przed odjazdem Byłaś dla mnie wszystkim… ;)

F. Z białostockiej pracowni Małgosi, Tiamat przyjechał do Grodu Kraka, gdzie odwiedził Karolinę Stefańską,

wprawiając ją w niemałą konsternację… Karolina, urzeczona turkusem, postawiła na kolor. Z glinki srebra Art Clay Silver ulepiła dwa przepięknie zdobione księżyce, które pokryła kolorową żywicą, odwzorowując w ten sposób układ barw samego kamienia :)

G. Kolejnym etapem podróży Wędrasia była pracownia Karoliny Toczyskiej.

Karolina, specjalizująca się w dwóch technikach biżuteryjnych: chainmaille oraz beadingu, swoje elementy stworzyła łącząc je obie :) Za pomocą splotów ze srebrnych ogniwek połączyła element Małgosi Budlewskiej z księżycami wykonanymi przez swoją poprzedniczkę i jako akcent dodała oplot z maleńkich oponek naturalnych turkusów.

H. Potem nasz Wędraś znów zawitał w Krakowie, gdzie wpadł w odwiedziny do Agatki Myczki :)

Agatka, mając świadomość, że po niej pracować z naszyjnikiem będzie jeszcze kilka twórczyń, postanowiła wykonać elementy przejściowe pomiędzy drapieżną oprawą Wiolety, a (jak zakładała), delikatniejszymi i bardziej romantycznymi elementami swoich następczyń :) Ze srebrnej blachy zlutowała boczne komponenty, które owinęła następnie cieniutkimi srebrnymi drucikami, i Tiamat przekazała osobiście…

I. ...innej krakowskiej biżuteryjce - Kornelii Kubinowskiej.

Kornelia kontynuowała pracę w technice wire-wrapping. Ze srebrnego drutu stworzyła dwa symetryczne elementy boczne, które ozdobiła maleńkimi oponkami turkusów :) Tak wzbogaconego Wędrasia spakowała do torby i zabrała ze sobą do Warszawy...

J. ...gdzie osobiście odebrała go od niej Kasia Sobieszczyk :)

Kasia kompozycję poprowadziła ku górze (czy raczej: ku tyłowi naszyjnika ;)), wykonując „drapieżne ząbki” :) Tę pieszczotliwą nazwę nadała elementom zlutowanym ze srebrnych drucików i ozdobionych drobnymi zawijasami. 

K. Następnym przystankiem w podróży Wędrasia, były przepiękne Beskidy, gdzie swoje niesamowicie optymistyczne i szaleńczo kolorowe cudeńka tworzy Ksenia Ścieszka :)

Spośród wielu pomysłów i dziesiątek szkiców, Ksenia wybrała dwa podwieszane elementy, które nawiązywać miały do kolorowych księżyców Karoliny. Z glinki srebra Art Clay Silver wyrzeźbiła planowane kształty, które następnie bardzo bogato ozdobiła i pokryła kolorową żywicą, starannie nawiązując do zestawu barw turkusu i księżyców :) Zamarzyło jej się jeszcze wypełnienie kolorem wnętrza mojego maleńkiego serduszka, co też uczyniła, wprawiając mnie w jeszcze większy zachwyt! :)

L. Z przepięknych górskich rejonów naszego kraju, Tiamat zawędrował na Lubelszczyznę, do pracowni Joli Pietrzak.

Jola, mimo że pełna obaw, postanowiła w naszyjniku troszeczkę pozmieniać ;) Najpierw odpięła „ząbki” Kasi, potem, ze srebrnego drutu wyczarowała delikatne, romantyczne fale, które otulą szyję przyszłej Właścicielki naszyjnika, by z powrotem zamocować do nich drapieżne ząbki, tyle, że odwrotnie :) A po skończonej pracy spakowała Wędrasia do pudełeczka i posłała do…

M. ...Olsztyna, gdzie Tiamat otrzymał swoją pierwszą oprawę, jeszcze u Wioli :) Tym razem jednak Wędraś zastukał do drzwi Magdy Borejko :)

Naszyjnik dotarł do Magdy w najgorętszym okresie – tuż przed Świętami, kiedy pracownie biżuteryjne ogarnia szał przedświątecznych zamówień ;) I wydawałoby się, że brakuje mu już tylko zapięcia, ale Magda wyczarowała jeszcze dwa malutkie elementy ze srebrnego drutu z oponkami turkusów oraz przepiękną, bogato zdobioną markizę z brioletką niebieskiego kwarcu wieńczącą łańcuszek. Jeszcze tylko ostatnie szlify – oksydowanie oraz polerowanie, i oczom Magdy jako pierwszej (mimo, że ostatniej ;)) Tiamat ukazał się całej swojej okazałości!

Po całej swojej podróży, po przebyciu ponad 5500 km, po przejściu przez ręce tylu zdolnych osób, po wszystkich zabiegach, którym go poddano, nasz wędrujący naszyjnik prezentuje się tak:
 

A tu zbliżenie na misternie zdobiony przód i wyjątkowo piękne turkusy. Tylko spójrzcie na to magiczne serce Wędrasia, pełne ornamentów wykonanych rękami Wioli, Ani oraz Gosi:
...i na detale stworzone przez obie Karoliny i Agatkę...
...Ksenię oraz Jolę...
... Kornelię...
... a także Kasię i Magdę:

I zapięcie - piękne zapięcie Magdy, które wieńczy dzieło!
Już teraz wiem, że będzie mi bardzo trudno rozstać się z tym naszyjnikiem, gdy aukcja się zakończy, z pewnością jednak przyjemnie będzie mi go pakować w to śliczne, drewniane pudełko, ręcznie zdobione przez jedną z zaprzyjaźnionych scraperek, Kasię Bogatko :)

Wędraś jest całkiem bogatym naszyjnikiem. Waży 94 gramy i wykonany jest w całości wyłącznie ze srebra (próby 925 oraz 999) oraz naturalnych turkusów, niebieskiego kwarcu i barwnej żywicy.

Jego obwód to 45 cm + 11 cm łańcuszka do dodatkowej regulacji.

Historia Wędrasia, jego niebywała podróż i zaskakujące przygody zainteresowały Beatę Pawlikowską, niestrudzoną podróżniczkę i pisarkę. Czy wiecie, że jeszcze podczas sesji zdjęciowej pani Beata obiecała do przyszłorocznego Wędrasia przywieźć nam kamień z własnej podróży? Cudownie!

Sesja zdjęciowa z udziałem pani Beaty Pawlikowskiej była prawdziwą przyjemnością, bo pracowali przy niej fantastyczni ludzie: oprócz modelki-podróżniczki, nasza zawsze uśmiechnięta fotograf - Marta Piskorek, jej fachowy asystent, Tomek Wilczkiewicz, mistrzyni makijażu - Ania Wygoda i profesjonalistka od fryzur - Justyna Zastąpiło oraz Monika Wlaźniak pomagająca w organizacji.

Dziękujemy za Waszą pomoc! :)

Dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy każdy grosz się liczy, dlatego licytację tego cuda zaczynamy od złotówki :) Zaś więcej o naszej akcji i wszystkich jej projektach możecie przeczytać na naszym blogu: